rozdział 6

Większość Jej wierszy była dziwną i trudną poezja. Pisaną w chwilach zwątpienia, zmian zachodzących w Jej pozornie normalnym życiu, ale czy zmian na lepsze? Zawsze gdy miała poczucie, że jest już stabilnie miło, zdarzało się coś co burzyło ten stan. Wiadomo, że każdy miewa lepsze i gorsze dni, ale u Niej te gorsze zdawały się nie mieć końca.

Czytała, płacząc w myślach, linijka po linijce, wiersz za wierszem, poznając siebie na nowo. Poczuła ból jaki targał sercem Autorki, Jej złość, niepewność, innym razem bunt…Wiele ran, tak wiele, za wiele…Zastawiała się, ile cierpień może znieść jedna osoba – w głębi duszy wiedziała, że bardzo dużo. Z biegiem czasu niewiele się zmieniało. Po krótkich chwilach wytchnienie, następował kolejny etap zwątpienia…czasu pełnego łez, niepewności, niewiary w lepsze jutro. 

Była jak w zawieszeniu, trochę w przeszłości, trochę w przyszłości, Teraz nie istniało. Teraz było snem. Jak we mgle błądziła myślami, wspominając kruchą Istotkę, gładząc powietrze, jakby trzymała Ją w ramionach, pragnąc ukoić Jej ból choć odrobinkę. Kim była, że tyle cierpienia doznała, ile dni, miesięcy, lat upłynęło, niszcząc Ją od środka, doprowadzając niemal do tragedii. Był dzień, w którym chciała umrzeć, biorąc do ręki żyletki. Nie dość skuteczna w swym działaniu, powoli odradzała się jak feniks.

Zapragnęła zmian, zaczęła marzyć, nawet gdy mówili Jej „To nie ma sensu”, „To się nie uda”, gdy podcinali skrzydła, odbierali nadzieję, zatruwali tlen którym oddychała. Kiedyś dobra i ufna, coraz bardziej uodparniała się, a Jej serce twardniało. Już nie było w nim miejsca na łzy – kamień nie płacze, powtarzała w głowie – to był jej sposób na nowe, inne życie...


„znów wstaje, mimo tylu ran, i wciąż do góry głowa, bo miłość to mi daje – do życia znów gotowa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *